Tydzień temu zbieraliśmy się do spania albo kończyliśmy rozmowy wcześniej zaczęte, choć i tak nie wszystkie. Ale o samym zjeździe będzie jednak dopiero za dnia. Jutro o ósmej otworzą się drzwi auli, gdzie niegdyś sekratarz KW raczył zasiadać, więc trzeba się w końcu położyć o jakiejś zbliżonej do ludzkiej porze.
Lubię powieści Marka Krajewskiego. Choć o dżumie w Breslau miało być wcześniej musi ona poczekać na swoją kolejkę, podobnie jak aleja samobójców. Ostatnią skończyłam dzisiaj. Mam ciągle wrażenie, że historykiem jestem nie do końca. Poetą się z kolei bywa a ja dawno chyba przestałam bywać, choć tego mi brakuje. Jaki więc to jest świat? Zawieszenia między nauką a wzruszeniem, które pewnie by zabiły studia polonistyczne, gdybym się na takowe JEDNAK wybrała...
Nigdy nie byłam wielką fanką sportu. Owszem, zdarzały się wyjątki dla Turnieju Czterech Skoczni (i to na długo przed triumfami Małysza), łyżwiarstwa figurowego czy turnieju Masters w snookerze. Przypomina mi się olimpiada w Turynie w 2006 r i finał par sportowych. Jechali Chińczycy albo Japończycy, jedni z faworytów, wszystko szło dobrze do momentu jakiegoś skomplikowanego skoku, którego nie ustała partnerka. Mogłam sobie tylko wyobrazić ból jaki czuła, ten fizyczny, po upadku na kolano i kości pachwiny. Zdawać by się mogło, że za chwilę zejdą z tafli i już na nią nie powrócą. Wrócili. Dokończyli program i niedługo później odebrali srebrny albo brązowy medal. Nie pamiętam, ale tu nie chodzi o kolor. MŚ są co roku, a podium olimpijskie co cztery lata.
Nikt nie pomyślał kilka lat temu, że w Paryżu zgaśnie znicz olimpijski, ani, że będą nam rozdawać pomarańczowe znaki solidarności z Tybetem. Sportowcy chyba przede wszystkim o tym nie pomyśleli. Nakłania się ich do bojkotu najlepiej na samym rozpoczęciu, ale czy ktoś sam odważy się wyjść na stadion i krzyczeć "Wolny Tybet"? Może jeszcze "Wolna Czeczenia" i "Wolna Ukraina" bo tak było kilka dni temu pod domem Koziołków.
Kiedyś byłam tam na wiecu gdy trwała pomarańczowa rewolucja. Tylko, że było nas wtedy tyle, że stało się w ścisku.
Dzisiaj przypomina się wszystkim o problemie, który istnieje od prawie 60-ciu lat. To, że ktoś pokrzyczy pod tymi Koziołkami albo wyduka coś z kartki niestety nie pomoże Tybetowi. "Zbojkotuj", "nie jedź", "otwarcie zaprotestuj" łatwo powiedzieć. Tylko, kto wtedy będzie mógł się podnosić z lodowiska i jechać dalej, po wygraną z samym sobą?
Może dla Chin niech będzie ten okres okazją do powortu do idei święta sportu i odłożenia broni? Może to będzię jakiś krok, większy niż z uczelni do rynku...
niedziela, 21 marca 2010
Licznik odwiedzin: 9777
| « kwiecień » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | ||||
"Patrz w niebo, chodź po ziemi"