Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

"I wzniosę zdrowie czap waszych, uszanuję zaułki kulawe"

środa, 27 stycznia 2010 19:10

Poezję trzeba propagować. Śpiewaną również. Najpierw była audycja w Trójce z dużymi fragmentami koncertu, później przypadkiem  deszcz wybrał sobie wtorek aby nas zmoczyć w drodze na połoninę, więc Ustrzyki Górne musiały gościć nasze spacery całą środę a jakaś tablica podarowała nam mały plakat, na kórym było napisane mniej więcej tak: Słodki Całus od Buby środa 10.08.2005 Pub Mandragora. I piosenki były chociażby o tym, że "jutro będzie pogoda, jutro znów będzie można wyruszyć" albo "kiedy od połonin wiatry niosą mi melodię cicho śpiewam jeszcze jeden wiersz do Ciebie"... czy jakoś tak... Parę dni później dane mi było usłyszeć "tu jest jeszcze kilka drobiazgów" kiedy jedna ręka mi się ugięła od książek i Bóg wie czego jeszcze a w drugiej miałam dyplom z podpisem i mogłam powiedzieć, że na tym koncercie w Ustrzykach było super. Potem została mi tylko płyta kupiona cudem na stonie, która miłuje piosenki, których nie kochają żadne media. Aż znaleźliśmy maleńki plakat w wielkim mieście i poszliśmy we czwórkę 11 grudnia na maleńki koncert, gdzie było pięciu czy sześciu muzyków i może dwudziestu słuchaczy. Ale to nic nie szkodziło. Pośmialiśmy się, mieliśmy zielone góry w środku zimnego Poznania, na zabetonowanym osiedlu, i oparliśmy się chęci uprawiania piractwa, kiedy dostaliśmy czarne podpisy na białej okładce. I dzisiaj tak sobie między Świętym Marcinem a Cesarzem Wilhelmem przypominałam piosenkę "Lato". Nie została jeszcze nagrana więc żadna płyta nie mogła mnie nią uraczyć. Tekstu nie było nawet na stronie zespołu. Ktoś jednak sfilmował pod -lipowy koncert i kolejny raz przekonuję się, że rację mieli ci sami zreszta muzycy śpiewając, że nie ma rzeczy niemożliwych. (O "Zburzenie baru" było już dużo łatwiej) I jest to nagranie ogólnodostępne. Jeśli ktoś potrzebuje pachnących piosenek i górach i o mieście, ocieplenia zimy niech uda się na YouTube.

komentarze (0) | dodaj komentarz

***

piątek, 01 stycznia 2010 23:40
Ech, dużo tych filmów jak na jeden raz (no prawie jeden). Wszystko Co Kocham, Holmes i Avatar. W zasadzie to każdemu z osobna należałaby się recenzja. No i Zafonowi za Marinę również. Ale może nie wszystko od razu. Wszystko Co Kocham to w zasadzie bardzo mi bliska epoka i bliski temat, ale właśnie temat chyba przemówił, bądź przemówi do wszystkich a przynajmniej do dużej większości. No może oprócz faceta, który siedział obok mnie i na widok przemawiającego Jaruzelskiego stwierdził: "O, to mój szef"...
Holmes... Każde nowe wcielenie jednego z bohaterów mojego dzieciństwa witam z obawami ale i sympatią. Tym razem plus dla Roberta Downey'a Jr a niewielki minus dla scenarzystów.
Avatar... oglądając cisnęło mi się na usta nieodparcie jedno zdanie: Amerykanie to debile, i chodzi tu o treść, nie o sam film. Robi wrażenie w każdym razie.
Marina... Zafon... Lepiej niż rok temu, brdzo odważnie i szkoda, że tak mało.
Na więcej dzisiaj nie mam siły. Może w następnych dniach da radę każdemu filmowi/książce poświęcić po większym kawalku notki, a może i po jednej.

komentarze (0) | dodaj komentarz

***

czwartek, 31 grudnia 2009 0:15
Nie mam zwyczaju robienia podsumowania roku. Każdy jest w jakimś sensie szczególny. Ten akurat zamknął pięć lat studiów. Siedem miesięcy temu obroniłam magisterkę i to był w zasadzie największy sukces. Potem były jeszcze dwa czyli to co po mgr z kolejną pracą w perspektywie - być może w innym języku (Boże po co mi to?). Potem była jeszcze inna - równie wyczekana. To też się pozmienia od stycznia, Bóg razy wiedzieć jak to będzie. Mieszkania nie zmieniłam, zdrowie jakie było takie jest, przyjaźnie się utrzymały i to chyba jest najważniejsze.
O ile podsumowania robiłam rzadko o tyle plany zawsze. Na ten rok plany są zdrowotno-polepszeniowe i  mniejsza cyfra na wadze.To przynajmniej zależy najbardziej ode mnie.  Chciałabym sobie jeszcze życzyć własnych 4 kątów ale to już kwestia czynników więcej zewnętrznych. Po za tym marzy mi się własna papierowa księga, co też jest średnio możliwe.
Obyśmy byli spokojni a szczęśliwi z małymi szaleństwami od czasu do czasu. O to ostatnie jednak potrafię zadbać ;)
Bonne Annee 2010!

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wigilie

środa, 23 grudnia 2009 23:31
W poniedziałek wigilia w zakładzie, dzisiaj wigilia w pracy, doktorankciej zabrakło i przyjacielskiej właściwie też. Wiele było różnych wigilii, łącznie z kursami pierwszej pomocy i opłatkiem między jednym alarmem a drugim. Zbieram sobie takie momenty, które później same przychodzą i się przypominają. Karp nr 10 mi przypomniał grudzień sprzed pięciu lat, w ciągu których wiele się zmieniało, a teraz jest jak po spończonym spacerze po okręgu, gdy wraca się w to samo miejsce. Może sensem tych świąt jest czekanie. Na to żeby dwie osoby zaczęły ze sobą rozmawiać, żeby Karpacz w końcu stał się Koszalinem, żeby wypowiedzieć życzenia noworoczne na nasze siły, żeby nie trzeba było tłumaczyć, aby zostać zrozumianym, może to czekanie na spotkania albo na podarowanie bombki ze statkiem.

Chciałabym podzielić się opłatkiem ze wszystkimi, z którymi tego nie zrobiłam i życzyć spokojnych, radosnych Świąt, przepełnionych poczuciem, że właśnie idzie lepsze.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dyplom za bilet

piątek, 06 listopada 2009 15:46
Po przebojach z bibliotekami, których na oczy nie widzialam, w końcu zanioslam wymiętoloną kartę do dziekanatu. Pani wyciągnęla grubą kopertę a z niej wypadlo wszystko co dotyczylo moich ostatnich pięciu lat, a przynajmniej ich naukowego aspektu. No i tak podawala mi wszystko po kolei co mialo do mnie wrócić lub być mi dane na zawsze i na pamiątkę. Ja uniwersyteckiemu archiwum podarowalam legitymację (brzydkie te nowe i nawet się nie nadają do bankomatu...:p ), wymiętoloną karte pelną pieczątek i książeczkę zdrowia i... bilet tramwajowy, który przedarl się w w torebce do rzeczonej książeczki i wylądowal w niej na biurku pani z dziekanatu. Nie zdążylam wspomnieć o tym pani, ale to nieszkodzi. Gdy to ktoś znajdzie w archiwum za kilkadziesiąt lat, koledzy po fachu będą się zastanawiać: wylączyć do zbioru rzeczy różnych (którego nie wolno nazywać Varia), brakować czy może zostawićtam gdzie jest? ....
A potem już tylko bylo: Proszę, to wszystko. Z naciskiem na wszystko i z nutką końca w glosie. I milo jak nigdy, choć nigdy nie bylo niemilo. Po chwili do pani obok trafil odpis, która stwierdzila: potem wszystko Pani oddamy.

komentarze (0) | dodaj komentarz

wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 9607